818 Obserwatorzy
30 Obserwuję
pablos

Pablos czytelnik

PM Nowak - "Ani żadnej rzeczy..."

Ani żadnej rzeczy… - PM Nowak

Po serii powieści kryminał/sensacja/thriller ze Skandynawii, przyszedł czas na kolejną, po “Nietykalnych” polską pozycję, jaką trafiłem w Czarnej Serii. “Ani żadnej rzeczy...” to debiut powieściowy pisarza podpisującego się dość enigmatycznie: PM Nowak.

W książce jest wszystko na swoim miejscu. Narracja nie usypia, jest morderstwo, jest policjant i sporo podejrzanych. Jest także postać, która uwagę przykuwa najbardziej: prokurator. Młodzieniaszek, prawie paranoik, istota, która w żadnym przyzwoitym towarzystwie kariery wodzireja by nie zrobiła. Dziwna postać, która obiecuje wiele - reguły gatunku wszak jasno mówią, że najbardziej charakterystyczni bohaterowie okazują się głównymi.

Sama zagadka nie jest czymś niezwykłym. Wręcz przeciwnie, jest bardzo zwyczajnie, można by nawet powiedzieć: codziennie. Sprawa jakich wiele, trochę trzeba pomyśleć, trochę popytać, trochę pochodzić i pokombinować. Policjant staje na wysokości zadania i próbując tolerować przydzielonego mu prokuratora zmierza do celu jak pies za tropem.

Ta zwyczajność jest bardzo fajna. Polska zwyczajność: zamordowana nie była posłanką ani kochanką księdza, więc politycy siedzą cicho. Inaczej prasa brukowa - byle tylko zrobić fotkę, byle tylko napisać jakieś bzdury, byle tylko dać ogromny nagłówek o treści jak najmniej poprawnej z językowego punktu widzenia, ale karmiącej jak najwięcej zwierząt zwanych dla niepoznaki ludźmi. Ale w książce jest i dowcip, dzięki dziennikarzowi i instruktorowi jazdy będzie można się uśmiechnąć pod nosem, tworzy się przyjemny klimat.

Równie ciekawie wyszedł autorowi opis ludzkiego dramatu. Mamy tu policjanta po pobycie w więzieniu, teraz odmienionego na Tradycyjny Obraz Polskiego Katolicyzmu (baczność! ...spocznij, spocznij) - jego losy są przykładem smutnej rzeczywistości, a autor daje sobie z owym smutkiem radę, nie przesadza, opowiada o tym, co jest wszędzie dookoła nas.

Problemem powieści jest jej zakończenie. Bojący się własnego cienia prokurator rzeczywiście zaczyna grać pierwsze skrzypce na końcu, ale nie ma Wielkiej Niespodzianki, jest tylko maleńkie zdziwienie, na tyle istotne, by ruszyć jedną z brwi i przejść nad wynikiem śledztwa do porządku dziennego. Trochę psuje to klimat, kryminał jednak powinien zaskoczyć czytelnika. Równie słaby jest epilog, w którym zostają wyjaśnione sprawy dla tych, którzy nie zdążyli ich jeszcze zrozumieć (a wątpię, by takich czytelników znalazło się wielu). Na szczęście poza końcówką reszta książki jest niezła, czyta się przyjemnie, zatem prozę PM Nowaka polecam.

 

Ani żadnej rzeczy...

Czarna Owca 2012