818 Obserwatorzy
30 Obserwuję
pablos

Pablos czytelnik

Stephen King - "Doktor Sen"

Doktor Sen - Stephen King

"Doktor Sen" to jedna z tych licznych powieści Kinga, która oferuje czytelnikowi lekturę zbudowaną z dwóch elementów. Pierwszy z nich to oczywiście dramaty stojące za bohaterami. Tu jest ciekawie już przed rozpoczęciem zabawy, bowiem wiadomo, że rzecz opowiadać będzie o dalszych losach Danny'ego - chłopca, syna Jacka Torrance'a, głównej postaci świetnego "Lśnienia", powieści powstałej ponad 35 lat temu. I dopóki King przedstawia żywot Dana oraz jego liczne problemy, w tym przede wszystkim alkoholizm - książkę czyta się świetnie. "Doktor Sen" bowiem nie został zbudowany na "Lśnieniu" - autorowi tej klasy nie jest potrzebna taka podstawa, ani odcinanie kuponów od własnej popularności. To zupełnie inna powieść, o innym świecie i innych postaciach. Jedynie "jasność" występująca w ludziach jest motywem powtórzonym.

 

Zaraz, zaraz, ktoś powie, że nie tylko, bowiem zarówno Jack Torrance trzydzieści-parę lat temu, jak i Dan to alkoholicy. Znowu to samo, mogłoby się wydawać. Ale nic bardziej mylnego - pod koniec lat siedemdziesiątych Stephen King miał do alkoholizmu (także swojego) zupełnie inne podejście, niż dzisiaj. Stąd lektura jest przesycona nawiązaniami do najważniejszych pism dla grup AA, i w interesujący sposób przedstawia dramat ludzi z powodu tej choroby cierpiących. Zarówno uzależnionych, jak i współuzależnionych. Jednak przedstawia to kompletnie inaczej, niż w czasach “Lśnienia”.

 

Nie jest to jednak rzecz tylko o alkoholizmie, nie ma się co martwić. Choć muszę przyznać, że losy pozostałych bohaterów nie zostały na narysowane z typowo kingowskim rozmachem, i ani Abra, ani jej rodzice, ani znajomi Dana nie przyciągają uwagi tak, jak sam Dan. I jego alkoholizm (jednak).

 

Drugim elementem, który składa się na "Doktora Sen" jest oczywiście groza. Dla mnie groza odrobinę niezrozumiała, podobnie jak nie do końca bałem się samego "Lśnienia". Oczywiście mam tu na myśli grozę pojmowaną w tradycyjny sposób - czyli Prawdziwy Węzeł, jego morderstwa, poszukiwania dzieci obdarzonych jasnością i wysysanie z nich esencji życia, czyli tak zwanej pary. Brzmi naiwnie? Prostacko? No właśnie, mi też się tak wydaje, i niestety taka właśnie jest ta wypełniona niby-grozą część książki. Sytuacja kojarzy mi się z "Rękę mistrza", gdzie historia bohatera i jego przyjaciela była absolutnie genialna, a groza na końcu słaba jak... aż mi brakuje słowa, jak bardzo słaba była. Z kolei tutaj jest jeszcze gorzej, bowiem groza jest kiepska, ale samej historii brakuje bardzo dużo do poziomu "Ręki...".

 

I tak naprawdę po zakończeniu przygody nie sposób uznać powieści za jakieś rewelacyjne dzieło. To po prostu znośna książka, nawet nie bardzo dobra. W zasadzie słabsza niż kilka poprzednich tego twórcy. Czyta się ją dobrze, choć typowo kingowskie dłużyzny się trafiają (szczególnie przy rozdziałach o Prawdziwym Węźle), ale nie wywołuje żadnego mocnego wrażenia. A traktowana jako horror jest tak bardzo naiwna, tak wtórna, że dla mnie grozą była walka z alkoholizmem (wcale nie pokazana na pierwszym planie) a nie wysysacze pary czy inne ducholudki... Bo tym pisarzu jednak spodziewałem się czegoś więcej, jestem rozczarowany, a nawet zawiedziony.

 

Dr. Sleep

Proszyński i S-ka 2013