818 Obserwatorzy
30 Obserwuję
pablos

Pablos czytelnik

Unni Lindell - "Miodowa pułapka"

Miodowa pułapka - Unni Lindell

“Miodowa pułapka” to jedna z tych książek, które w trakcie czytania są wpierw odrobinę, a potem coraz bardziej męczące. Zbliżając się do końca czytelnik może sobie pomyśleć: dobra, już wiem jak autorka pisze, to nie dla mnie jednak, kolejne tomy sobie raczej daruję. Jednak potem, w chwili gdy książkę skończymy wiemy dobrze, że tak nie będzie. Że ostatecznie wszystko wskoczyło na swoje miejsce, i w zasadzie kilka manewrów, które autorka stosuje, a które przeszkadzały, teraz są jakby mniej irytujące, bo zrozumiałe.

 

Książka Unni Lindell to kolejna pozycja przedstawiająca pracę policjantów ze Skandynawii. Bohaterem jest jeden z nich, mężczyzna w sile wieku, a poznawać go będziemy w chwili, gdy do pracy powrócił po paru tygodniach nieobecności. Owa nieobecność zresztą sugeruje, że “Miodowa pułapka” wcale nie musi być pierwszą książką pani Lindell należącą do cyklu, co nie byłoby pierwszym takim przypadkiem w Czarnej Serii.

 

Nasz policjant powrócił, a w pracy znalazł nową koleżankę. Istotna część powieści pokazuje konflikt między dwojgiem bohaterów, ich wzajemną niechęć i “docieranie się”. Całość napisana jest podobnym stylem do tego, jaki znam z książek pani Jungstedt - policja jawi się tu jako organizacja nawet nie nieporadna, ale wręcz beznadziejnie bezsensowna. Wynika to ze sposobu przedstawiania postaci przez autorkę: policjanci to normalni, zwykli ludzie, ani odrobinę nie mądrzejsi od przedstawicieli innych zawodów. I nawet w ich miejscu pracy, wśród dokumentacji opisującej kolejne ludzkie dramaty jest miejsce na złość, niechęć, wzajemny brak szacunku, dogadywanie, małostkowość, często złośliwość i wreszcie: głupotę.

 

Pokazana tu historia jest całkiem niezła, jednak autorka wystawia na próbę cierpliwość czytelnika. Zagadka morderstwa, obok druga, gdzie chodzi o zaginięcie małego chłopca - to kawałek ciekawie przygotowanych zależności, budowanych na tyle umiejętnie, że zaskoczenie czytelnika na końcu w pełni się udało. Jednak sposoby odwrócenia uwagi czytelnika od poświęcania zbyt wielu chwil na rozmyślania średnio mi się podobały, choć nie mogę odmówić im skuteczności. Momentami wyglądało wręcz, jakby pani Lindell egzaltowała się wyobrażaniem sobie i przedstawianiem nam sposobu funkcjonowania umysłów chorych. To właśnie przy tych momentach mówiłem sobie, że po lekturze dam sobie już spokój z tą pisarką. Ale, jak już wspomniałem, dałem się ostatecznie przekonać :)

 

Pani Lindell z pewnością nie dorównuje moim ulubionym przedstawicielom skandynawskiego kryminału, Håkanowi Nesserowi i Åsie Larsson, jednak z pewnością nie pisze gorzej od wspomnianej już Mari Jungstedt czy według mnie stanowczo zbyt przechwalonej Camilli Läckberg. Także na kolejne tomy nie czekam z jakąś ekstra poważną niecierpliwością, ale strzelę sobie jeszcze chociaż jeden, by rzucić okiem na to, co będzie dalej z niespecjalnie lubiącą się parą policjantów.

 

Honningfellen

Czarna Owca 2013