818 Obserwatorzy
30 Obserwuję
pablos

Pablos czytelnik

"Inna dusza", czyli powrót do szarych lat dziewięćdziesiątych

Inna dusza - Łukasz Orbitowski

Jest kilku bardzo utalentowanych twórców w naszym kraju, twórców stosunkowo młodych, którzy zaczynali wspólnie od kreacji historii należących do gatunku fantastyki, by z czasem coraz bardziej się od niego oddalać. Należą do nich m.in. Szczepan Twardoch i Łukasz Orbitowski. Jestem fanem Twardocha, ale w przypadku Orbitowskiego bywało różnie; przeważnie kończąc lekturę jego dzieł odrobinę tęskniłem do czasów, gdy pisał opowiadania grozy, wydawały mi się lepsze, ciekawsze.

 

Sytuacja zmieniła się przy okazji “Innej duszy”. To jest już inny, wyższy poziom pisarstwa. Bo o tym, że autor ma talent to wiemy od dawna, jednak dopiero teraz widać, że pan Orbitowski faktycznie zaczyna dorównywać talentem panu Twardochowi.

 

Historia tu przedstawiona określona została jako oparta na wydarzeniach prawdziwych. Cała seria zresztą została stworzona z myślą o kreacji fikcyjnych fabuł opartych o realne zdarzenia, to już drugi tom po “Preparatorze” Huberta Klimko-Dobrzanieckiego. Jednak sprowadzać “Inną duszę” jedynie do opowieści o zbrodni to pójście na straszną łatwiznę. Bo tu się dzieje o wiele, wiele więcej, i inne tematy będą dla różnych czytelników równie, a może nawet bardziej interesujące.

 

Dla mnie “Inna dusza” to przede wszystkim powrót do lat dziewięćdziesiątych. Powrót bardzo dosłowny, bo wiekiem dorównuję bohaterom powieści. Identyfikowanie się z bohaterami przyszło mi bez najmniejszego problemu, jednak jestem przekonany, że całość jest spisana w tak wyrazisty sposób, że większość czytelników łatwo w owe czasy wsiąknie. Autor opisał dzieciństwo bohaterów wspaniale; przedstawił całość z punktu widzenia różnych postaci, znajdujących się w różnych sytuacjach. Mamy tu życie osiedlowe, totalny brak pieniędzy, przedziwne, klasyczne już dla tamtych czasów metody na kombinowanie jakiegokolwiek zarobku, jest alkoholizm, pragnienie posiadania czegokolwiek własnego, jest świat póki co jeszcze bez kolorowych ubrań, kolorowych gazet, ale i bez dresów, koksów, samozwańczych gangów i pseudo-twardzieli silnych w grupie.

 

Dziś, z perspektywy czasu powrót do tamtych dni jest bardzo interesującym doświadczeniem. Można się mocno w lekturę zaangażować; autor porusza takie struny, że nawet lata dziewięćdziesiąte, choć beznadziejne, chwilami wydają się być sielskie, bo sentyment do pewnych przedmiotów jest ogromny (Street Fighter w salonie gier, PlayStation pod telewizorem, Carmeny “miękkie”). A obok tego sentymentu jest masa brudu, żywot jednego z bohaterów to znój i cierpienie, alkoholizm ojca, bezradność matki, tuż obok inni żałośni rodzice, niewdzięczne potomstwo, po prostu syf, szarość, bezcelowość wszystkiego. Opisane z prawdziwym polotem.

 

A wracając do samej zbrodni, też jej kreacja jest… nie zawaham się napisać, że jest naprawdę wybitna. Jak wisienka na torcie, zbrodnia wydaje się powodem wydania książki, ale faktycznie staje się tylko jednym z jej elementów, tym dodatkowym, bonusowym, jeszcze bardziej ulepszającym rzecz już bardzo dobrą. I jest ona opisana w stylu, który nazwałbym stylem Ferdinanda von Schiracha - bardzo utalentowanego adwokata/pisarza z Niemiec. W stylu dosadnym, ale lekkostrawnym, gdzie lektura sprawia przyjemność nie tylko w czasie trwania, ale i pewien czas potem, tej książki nie da się po prostu zamknąć i otworzyć kolejną. Trochę z obawy, bo po dobrej powieści zawsze jest obawa przed słabszą, a trochę dlatego, że po prostu jest o czym myśleć.

 

Inna dusza
Od deski do deski 2015