818 Obserwatorzy
30 Obserwuję
pablos

Pablos czytelnik

O poczuciu winy i drugich szansach opowiada J. L. Wiśniewski

I odpuść nam nasze... - Janusz Leon Wiśniewski

Punktem wyjścia do powstania kolejnej książki w cyklu Na F/Aktach jest zabójstwo barda Andrzeja Zauchy oraz towarzyszącej mu kobiety, jak się okazało potem żony zabójcy. I zupełnie tak jak w przypadku książek poprzednich, i tu nie ma mowy o żadnym kryminale - powieść jest swobodną interpretacją zdarzenia, jaką popełnił Janusz Leon Wiśniewski. Autor miał dostęp do akt, o ile pamiętam tak wspominał kiedyś w Drugim Śniadaniu Mistrzów, jednak książka jest efektem własnych przemyśleń pisarza, zbrodnia przedstawiona jest według faktów - reszta to fikcja.

 

Prawdę mówiąc z całej twórczości tego pisarza znam tylko “Samotność w sieci”, którą to powieść pamiętam jak przez mgłę. Jednego jednak nie zapomniałem - sentymentalizmu i pewnego rodzaju egzaltacji, na których zbudowana jest sama historia. Nie inaczej jest w przypadku “I odpuść nam nasze…”, która to książka o morderstwie opowiada tylko i wyłącznie przez użycie tych dwóch elementów. Czytelnikom mało odpornym na nadmiar tkliwości i melodramatyzmu powieść się raczej nie spodoba; natomiast farciarze, którzy choć raz uczestniczyli w tego typu związku: rzewnym, łzawym, pełnym czułości i motyli w brzuchu - ci będą zachwyceni. Przynajmniej przez parę chwil.

 

Osobiście jestem raczej z lektury zadowolony, szczególnie, że z początku liczne dygresje i wędrówka pomiędzy latami życia naszego bohatera są bardziej niż interesujące. Parę niezłych historii więziennych, wspomnienia z PRL i uczucia do Polski, które spowodowały, że Francuz został tu na zawsze - to wszystko jest interesujące. Potem jednak robi się gorzej, dygresje zdają się coraz mniej ciekawe, niektóre wręcz sprawiają wrażenie wciskanych do życia Wincenta na siłę. Szczęściem te z większej połowy powieści są niezłe, przy czym autor pisze w taki sposób, że nie da się nie próbować samego siebie postawić w sytuacji Wincenta. To powoduje, że zdarza się od lektury odejść i nieco pomyśleć, zastanowić - a to zawsze dla książki plus.

 

Jest też książka pełna inteligentnych docinków względem religii i kleru, autor bardzo kulturalnie wykpiwa bezsens istnienia instytucji, miło się czyta takie rzeczy. A i parę bon motów można tu znaleźć, pan Wiśniewski jak widać potrafi je wstawiać nie tylko podczas rozmów na antenie programu telewizyjnego, ale i w książkach, kilka sobie zapamiętałem i z pewnością będę ich nadużywał.