818 Obserwatorzy
30 Obserwuję
pablos

Pablos czytelnik

W gry nie grałem. Ale książka świetna!

Ołowiany świt - Michał Gołkowski

Będąc pod ogromnym wrażeniem lektury Moskala natychmiast sprawdziłem jakie jeszcze powieści ma pan Gołkowski w zanadrzu. Otóż wygląda na to, że karierę literacką zaczął od serii STALKER - książek powiązanych z serią gier komputerowych, opowiadających o Zonie - strefie w obrębie Czarnobyla, gdzie w roku 1986 doszło do katastrofy w elektrowni jądrowej. O ile o tym wszyscy wiemy, w świecie przedstawionym jest znacznie gorzej: dwadzieścia lat później doszło do kolejnej katastrofy.

 

Sam co prawda nigdy w żaden epizod cyklu nie grałem, coś mi jednak mówiło, że nie ma to żadnego znaczenia. Ktoś, kto potrafi napisać rzecz tak dobrą, jak Moskal, na pewno poprowadzi akcję w taki sposób, by zainteresować także czytelników spoza grona fanów gry. I faktycznie tak jest - autor robi tu niesamowicie dobrą robotę, krok po kroku wprowadzając nas w świat pełen zmutowanych istot, przedziwnych stworzeń, opuszczonych miast i ośrodków i licznych, bardzo licznych niebezpieczeństw.

 

Akcja prowadzona jest w formie pierwszoosobowej, i przeważająca część powieści przedstawia opis codzienności stalkera: kolejne wyprawy i przygody. Niewiele tu dialogów, jest samotność traktowana jako przywilej oraz Zona - miejsce z jednej strony przerażające, z drugiej wydające się być jakby magicznym. Surowy fragment ziemi, otoczony szczelnie przez wojska i służby licznych narodów i organizacji, niby totalnie odcięty - ale wiadomo, że człowieka nie da się powstrzymać. Jest zatem handel tym, co w Zonie powszednie, a na zewnątrz cenne, jest przemyt, także ludzi. Ale to tło, natomiast na pierwszym planie jest właśnie samotność - święty spokój i odkrywanie.

 

Ołowiany świt przedstawia nam Miszę - stalkera z Polski. Czytelnik usycha z ciekawości skąd się tu wziął, jak to się stało, że znalazł się w Zonie. Autor bawi się kolejnymi przygodami umiejętnie wplatając co pewien czas dodatkowe informacje, o świecie i o bohaterze. A bawić się pan Gołkowski potrafi, i jego historie po początkowych, wprowadzających w świat stają się coraz bardziej osobiste, momentami smutne, ale znacznie częściej skupiające się na rzeczach przyjemnych w tym nieprzyjemnym świecie. Taki paradoks, ale w samotności i poczuciu ciągłego niebezpieczeństwa łatwiej jest docenić to, co piękne, zatem wszelkie pozytywne emocje w Zonie są o wiele bardziej odczuwalne, wręcz uderzające.


Z nadzieją, że kolejne tomy będą jeszcze lepsze bez marnowania czasu od razu sięgam po Drugi brzeg.