818 Obserwatorzy
30 Obserwuję
pablos

Pablos czytelnik

Brutalna historia osadnictwa w Teksasie bez upiększeń, czyli "Syn" Philippa Meyera

Syn - Philipp Meyer

Trudno się czasem obronić przed nachalnym promowaniem książki. Bywa tak, że jest to niemożliwe, i zasiadając do lektury ma się pewne oczekiwania, wywołane tymi wszystkimi blurbami atakującymi z tak wielu stron. Paradoksalnie jednak Syn zyskuje po konfrontacji tych wszystkich opinii z rzeczywistością. Saga nie oznacza tu bowiem klasycznie pojmowanej historii o pokoleniach i codziennym trudzie, znoju, walce z rzeczywistością, o lepsze jutro, o lepszy byt dla kolejnych pokoleń. Powieść Meyera pokazuje te wszystkie zagadnienia, ale z drugiej, o wiele ciekawszej, tej nieprzyjemnej strony.

 

Książka prezentuje historię rodziny na przykładzie trzech osób, których żywoty oddziela gruba ilość lat, ale jednak żywoty te się przenikają, mimo wszystko. Mamy Pułkownika, za dziecka porwanego i wychowywanego przez Indian, mamy wiecznie cierpiącego, nie rozumiejącego podstaw świata osadnika i potomkinię ich obu, umierającą w czasach współczesnych, której przed zgonem przelatuje dosłownie całe życie przed oczami, dzięki czemu mamy okazję je poznać.

 

Powieść przeskakuje po bohaterach, a zarazem po czasie akcji. Każda z postaci ma swoje momenty lepsze i gorsze, tu wszystko zależy od gustu czytelnika. Cechą wspólną opowieści jest coś, co z braku lepszego pomysłu nazwałbym polityczną niepoprawnością. To nie jest zapis losów dzielnych osadnikach w Teksasie, którzy w upale, własnymi rękami budują swoją przyszłość. To bardzo brutalna historia o tym, jak ludzie o białym kolorze skóry zbudowali swoje życie odbierając tak wiele Meksykanom i innym, którzy po prostu byli słabsi. To powieść o tym, jak bogactwo i dobytek budowało się przez fałszywe oskarżenia, podjudzanie, wzbudzanie nienawiści, dzielenie społeczeństwa i wreszcie ohydne morderstwa dokonane w imię czegoś tam, a faktycznie tylko dlatego, że można.

 

I to jest dobre, to jest według mnie największa siła Syna. Momentami brzydota teksańskiego osadnictwa wygląda niemalże jak próba rozliczenia z przeszłością, jak wydobycie na jaw grzechów pierwszych ojców, budujących fortuny na dosłownie setkach trupów przypadkowych istot ludzkich. Całość napisana zupełnie bez patosu, po żołniersku wręcz, tworzy lekturę mocną do tego stopnia, że czytelnik oglądając jednego z bohaterów - jedynego, który kwestionuje aktualny porządek świata - zamiast mu kibicować zaczyna traktować postać jak mięczaka.

 

Nie jest to co prawda rzecz, która czyta się sama. Lektura nie jest szczególnie łatwa, powieść jest obfita w opisy codzienności, które nieszczególnie będą niektórych interesować, bywają monotonne, nawet usypiające. Ogólny wydźwięk książki jest jednak na tyle istotny, że mimo tego warto dać Synowi szansę, bo choć wątpię, by była to rzecz tak ważna i przełomowa, jak chcą tego blurby, to jest książką jednak udaną i autor zdecydowanie zasługuje na szacunek za jej kreację.