818 Obserwatorzy
30 Obserwuję
pablos

Pablos czytelnik

Łukasz Malinowski - "Skald. Karmiciel kruków"

Skald. Karmiciel kruków - Łukasz Malinowski

Kiedy myślę o polskich twórcach prezentujących nam atrakcyjny świat Wikingów, to widzę przede wszystkim dwa nazwiska: Elżbieta Cherezińska i Marcin Mortka. Tetralogię “Północna droga” pani Cherezińskiej zwyczajnie uwielbiam, a “Ostatnią sagę” i “Świt po bitwie” pana Mortki doceniam. Niestety do wspomnianej dwójki nie dołączy pan Malinowski, bowiem jego “Skald. Karmiciel kruków” to lektura zupełnie innego kalibru. Słabszego, obawiam się.

 

Książka oferująca dwa klasycznej długości opowiadania, plus jedno znacznie dłuższe, przez cały czas trwania lektury kojarzyła mi się ze słowem: radosna twórczość. Autor wie, o czym pisze - w “Karmicielu kruków” znajdziemy mnóstwo przykładów pokazujących życie na północy na przełomie tysiącleci, gdy stare wierzenia powoli odchodzą w dal, a chrześcijaństwo przejmuje kontrolę. Fani historii będą zadowoleni, raczej. Jednak konstruowanie opisów tak, by móc przy każdej okazji coś nam pokazać szybko robi się dość męczące. Szczególnie, że odrywa czytelnika od samych historii, które niestety nie powalają - są dość schematyczne, wykreowane bez większej finezji, słowem: bardzo przeciętne.

 

Z początku wydaje się, że może być ciekawie - Ainar skald, bohater, jest dość nieprzyjemnym typem, co zawsze jest bardziej interesujące, niż gdy czytamy o Białym Rycerzu. Jednak szybko okazuje się, że pomysły na teksty nie zwalają z nóg, historie są zaledwie tłem dla mówienia o swojej fascynacji tym okresem. No i “Skald” należy do gatunku fantasy, więc trzeba się liczyć z różnymi nadprzyrodzonymi elementami. Nie jest ich dużo, jednak występują. Jak dla mnie oczywiście niepotrzebnie - psują bowiem wysiłek włożony w pokazanie tamtych czasów, zwyczajów, dni codziennych. Kolejne tomy, jeśli powstaną, sobie raczej odpuszczę.

 

Skald. Karmiciel kruków

Instytut Wydawniczy ERICA 2013